Dziś stajemy przed wyborem: czy Polska ma być współtwórcą Europy Ojczyzn czy częścią europejskiego parapaństwa?

26 maja dokonamy wyboru, który ma kluczowe znaczenie dla przyszłości Polski. To w naszych rękach leżą losy naszych dzieci, wnuków, przyszłych pokoleń. Czy wygra interes narodowy, miłość do Ojczyzny?

Patriotyzm to miłość Ojczyzny i gotowość działania dla Ojczyzny. Ta miłość i gotowość nie mogą być pustą deklaracją, odświętnym gestem. Ta miłość jest wymagająca. Dla polityka oznacza to wymóg działania dla niepodległości Polski, jako WARTOŚCI najwyższej. I tu nie powinno być żadnej taryfy ulgowej… Dzisiejsze państwo polskie jest owocem walki, wysiłku i poświęcenia wielu pokoleń. Jego utrzymanie i umocnienie ma znaczenie fundamentalne i nie może ograniczać się do gry partyjnych interesów. I dlatego strategia niepodległościowa ma tak wielkie znaczenie.

Umocnienie narodu, jego wiary i tożsamości, gotowość walki za Ojczyznę, wzmocnienie rodziny, rozwój gospodarki, odbudowa przemysłu, wojska, dbałość o polską wieś – to wielkie cele i na dalszą metę od ich realizacji zależą nasze losy. Ale dzisiaj wszystko waży się na szali wydarzeń i wyborów międzynarodowych, dzisiaj decyduje się, czy w ogóle Polska będzie państwem, czy też swoją państwowość utraci. Dziś rozstrzyga się, czy Polska stanie się fragmentem innej międzynarodowej struktury o liberalno-antychrześcijańskiej ideologii, czy też wywalczy na arenie międzynarodowej status niepodległego państwa, samodzielnego aktora sceny politycznej.

W tej kwestii błędu nie można popełnić. W przeszłości za taki błąd płaciliśmy straconymi latami, milionami polskich uchodźców szukających pracy za granicą, zniszczonym przemysłem, demoralizacją elit i społeczeństwa.

W ciągu ostatnich trzech lat odzyskaliśmy zdolność kształtowania naszego państwa i decydowania o własnym losie. Nie zmarnujmy tego wielkiego dobra. Skupię się więc na analizie polskiej strategii niepodległościowej, bo ona zdecyduje o tym, czy Polska utrzyma państwo, czy też – jak bywało to w ostatnim stuleciu już wielokrotnie – zmarnuje szanse na jego odbudowę.

Myli się ten, kto widzi problem wyboru strategii niepodległościowej jako prostą kontynuację walki, która doprowadziła do odzyskania niepodległości. Często postrzegamy tę kwestię jako przedłużenie działań Dmowskiego, Piłsudskiego, ruchu narodowego, ruchu niepodległościowego, etc., etc. To błąd, bo czym innym jest odzyskanie niepodległości po stu dwudziestu trzech latach niewoli, a czym innym jest budowa i rozwój niepodległego państwa polskiego. W ciągu ostatnich lat – jeśli chodzi o strategię geopolityczną – znaleźliśmy się w zupełnie nowej rzeczywistości, innej niż ta, która zaczęła się atakiem Rosji i Niemiec na Polskę. Nie ma już podziału na dwa wielkie bloki łączące z jednej strony wolne narody, a z drugiej więźniów komunizmu. Nie ma też struktury, która wyrosła z II Wojny Światowej, układów jałtańskich i maltańskich lat 1945–1988, nie ma wielkich, globalnych wyzwań jednoczących różne narody walczące przeciwko komunizmowi. Unia Europejska jawiła się nam jako sojusznik USA, organizacja wzmacniająca siłę obrońców niepodległości narodowej, wolnej gospodarki opartej na własności prywatnej i sprawiedliwości gwarantowanej przez silne państwo narodowe, wartości chrześcijańskich i demokratycznych zasad.

Tego świata już nie ma. Oczywiście jest Unia Europejska i jest Polska, która ma tam swoje miejsce określane przez Konstytucję RP. Bo Unia, jaką Polska zaakceptowała i za którą Polacy głosowali w referendum z 2004 roku, to był związek suwerennych narodów i niepodległych państw. Ta kwestia została rozstrzygnięta przez polski Trybunał Konstytucyjny w 2010 roku w odpowiedzi na wniosek grupy posłów, których miałem zaszczyt reprezentować. Polska jest wobec takiej Unii lojalna i oczekuje wzajemności. Ale ta Unia właśnie odchodzi w przeszłość.

Dziś kanclerz Niemiec Angela Merkel mówi nam otwarcie, że mamy zrezygnować z naszej niepodległości i suwerenności narodowej, prezydent Francji Emmanuel Macron ogłasza, że europejska armia, która miałaby powstać, może być użyta do walki z USA,

Trybunał Sprawiedliwości staje się gwarantem postkomunistycznego dyktatu w polskim sądownictwie, a Parlament Europejski potępia polski patriotyzm i chce na nas wymusić porzucenie wartości chrześcijańskich. Demokrację i wolę narodu wyrażaną w wolnych wyborach chce się zastąpić sondażami, propagandą, dezinformacją i przekupstwem. Przed takim właśnie kierunkiem zmian przestrzegał wielki polski święty Jan Paweł II, przypominając, że demokracja bez wartości może obrócić się w system totalitarny. Dziś stajemy właśnie wobec takiego zagrożenia. Jak w orwellowskich powieściach okazało się, że walcząc o najwyższe wartości, znaleźliśmy się w świecie, w którym pod hasłem liberalizmu próbuje się narzucić nam antywartości! I to nie jest science-fiction czy kłamliwa, antyeuropejska propaganda. To od dawna przygotowywany plan, który dziś jest brutalnie wprowadzany w życie. Przed tym zalewem antywartości, zalewem cywilizacji śmierci może nas obronić jedynie ład oparty na współpracy i porozumieniu demokratycznych państw narodowych, ład, zgodnie z którym każdy ma obowiązek kształtować tak swój naród i swoje państwo, żeby było ono zdolne samo się obronić. I było zdolne, respektując prawa naturalne wyrosłe z Ewangelii, partycypować we wspólnym wysiłku całej społeczności międzynarodowej. 26 maja 2019 roku przede wszystkim najważniejszy jest nasz udział w wyborach. Przede wszystkim idźmy głosować, bo w tych wyborach właśnie frekwencja ma podstawowe znaczenie dla wyniku wyborczego. Głosujmy, dbajmy o to by wartości, które legły u powstania Unii Europejskiej, wartości chrześcijańskie były nadal jej fundamentem. Głosujmy na ludzi reprezentujących polski interes narodowy, od tego zależy kształt ustawodawstwa unijnego, a potem krajowego.

26 maja głosujmy na Prawo i Sprawiedliwość, by wynik tych wyborów doprowadził do tego, aby jakość życia Polaków dorównywała jakości życia Europejczyków, zasługujemy na to, by żyć na europejskim poziomie.

Antoni Macierewicz
Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości
Poseł na Sejm RP