GPC: Jesteśmy sercem Europy

GPC: Jesteśmy sercem Europy

Chcielibyśmy zmienić sposób postrzegania Polski w Unii. Niestety, nasz wizerunek w Brukseli nie jest korzystny, a stało się tak oczywiście za sprawą europarlamentarzystów reprezentujących obecną opozycję w kraju – mówi BEATA DRÓŻDŻ, kandydatka PiS do Parlamentu Europejskiego z województwa łódzkiego, z którą rozmawiał HUBERT KOWALSKI.

Jest Pani radną Sejmiku Województwa Łódzkiego i przewodniczącą Klubu „Gazety Polskiej” w Piotrkowie Trybunalskim. Na co dzień angażuje się Pani w sprawy naszego regionu. Dlaczego zatem kandyduje Pani do Parlamentu Europejskiego?

Jeszcze pół roku temu nie planowałam, że będę kandydować. Otrzymałam propozycję startu, która, jak sądzę, była spowodowana moją dotychczasową pracą społeczną, ale i moim dobrym wynikiem i wygraną w wyborach do Sejmiku Województwa Łódzkiego. Postanowiłam przyjąć tę propozycję. Jestem z natury sportowcem, więc kiedy staję na starcie, to zawsze dążę do tego, by do mety dobiec jako pierwsza. Oczywiście jest to poważna decyzja, ponieważ mimo, że Parlament Europejski wydaje się być dla nas miejscem bardzo odległym, to jednak ma olbrzymi wpływ na to, co dzieje się w Polsce. Aż 70 proc. prawodawstwa unijnego wpływa na prawodawstwo polskie. Samo kandydowanie jest dużym wyzwaniem, olbrzymim przedsięwzięciem logistycznym, ale mimo wszystko podjęłam się tego dla ojczyzny.

Jakimi wartościami kieruje się Pani w największym stopniu, pracując dla naszego regionu i dla całego kraju?

Chcę żyć w tradycyjnej Polsce. Nasze korzenie i wartości zawierają się w haśle: „Bóg, honor, ojczyzna”. Tak zostałam wychowana i chciałabym, żeby tak pozostało. Jestem mamą pięciorga dzieci i chcę, by z tym regionem związały swoją przyszłość. Chcę, by młodzi ludzie mieli tu szanse na godne życie, właściwe wykształcenie, dobrą pracę.

Zdaje się, że obecnie mamy do czynienia z deficytem takich wartości w Unii Europejskiej.

Unia została zbudowana na fundamencie chrześcijańskim, w ramach którego rodzina jest bardzo istotnym elementem, a zatem powinna być chroniona. Niestety, obecnie nie wygląda to tak, jak byśmy tego chcieli i naszym zadaniem jest, by w Europie szanowano naszą kulturę, tradycję, historię i religię. Chciałabym, żeby te wartości były w Unii Europejskiej respektowane. Jestem matką, więc będę zabiegała o to, by pozycja rodzin była zawsze chroniona. Chciałabym, żebyśmy żyli we Wspólnocie, która działa skutecznie, z poszanowaniem tradycji i kultury poszczególnych państw. Co zespół Prawa i Sprawiedliwości chce zmienić w Unii Europejskiej? Przede wszystkim chcielibyśmy zmienić sposób postrzegania Polski w Unii. Niestety, nasz wizerunek w Brukseli nie jest korzystny, a stało się tak oczywiście za sprawą europarlamentarzystów reprezentujących obecną opozycję w kraju. Polska jest silnym państwem, nasza gospodarka się rozwija i oczekujemy, że w Unii Europejskiej zostanie to zauważone we właściwy sposób. Nie chcemy, by unijne instytucje zajmowały się sprawami związanymi z naszą reformą sądownictwa czy regulowaniem tego, co pojawia się w polskim internecie, ale tym, co jest realnie potrzebne państwom członkowskim. Przede wszystkim chcemy, aby wszystkie kraje były traktowane równo, bez przywilejów dla państw starej Unii. Warto przypomnieć, że do Polski wciąż trafiają produkty gorszej jakości niż te, które są sprzedawane na zachodzie Europy. To bardzo zła sytuacja. Wszyscy w Europie powinni być traktowani jednakowo, rozwój powinien być zrównoważony.

Tego typu postulaty pojawiają się od lat, jednak widać, że ekipa Platformy Obywatelskiej, która wygrała w Polsce poprzednie wybory do Parlamentu Europejskiego, nie sprostała temu zadaniu, czasami wręcz działała na niekorzyść Polski. Skąd bierze się taka postawa wśród polityków totalnej opozycji?

Odpowiem pytaniem: a czy w ogóle chcieli sprostać temu zadaniu? Przypomnę, że niedawno głosowana dyrektywa ACTA 2 została poparta przez Koalicję Europejską, a zabrakło tylko pięciu głosów, by ten akt odrzucić. Platforma Obywatelska wcześniej zwijała Polskę powiatową, likwidowała komisariaty policji, zamykała oddziały pocztowe, kładąc jednocześnie największy nacisk na rozwój wielkich miast. Przyczyna jest prosta – tam PO ma duże poparcie, w mniejszych miejscowościach jest ono dużo niższe, zatem poprzednia władza postawiła na zwijanie Polski powiatowej, która jej nie sprzyjała. Łatwiej rządzi się ludźmi, którzy nie mają dostępu do pewnych instytucji, choć powinni go mieć zapewniony przez państwo. Rząd PiS nie godzi się na taką politykę, dlatego m.in. będą przywracane połączenia PKS, na nowo otwierane komisariaty policji. Równomiernie powinna rozwijać się zarówno cała Polska, jak i cała Unia Europejska.

Totalna opozycja twierdzi, że dążycie do polexitu.

Polexit to temat zastępczy. Chodzi o wprowadzenie chaosu w świadomości Polaków. PiS nie chce żadnego wystąpienia Polski z UE. My chcemy ją tworzyć, ale też chcemy zbudować dobrą pozycję Polski w tej wspólnocie i być równo traktowani, a obecnie jesteśmy spychani na margines. Kiedyś miałam okazję poznać żołnierza Armii Krajowej, już nieżyjącego, który powiedział mi, że obecnie nie musi być wojny, by ktoś mógł zniszczyć Polskę. „Rozbiorą nas w białych rękawiczkach, jeśli nie będziemy mieć prawdziwie polskiego rządu” – powiedział. I to jest prawda, bo przypomnijmy próby sprzedaży LOT, PKP, to wszystko, co działo się przez ubiegłe lata, ale na szczęście zostało zatrzymane.

Wróćmy do spraw europejskich. Unia stwarza różne możliwości finansowe. Na jakie płaszczyzny będzie chciała Pani położyć nacisk, by wzmocnić rozwój regionu łódzkiego?

Nie zdradzę żadnej tajemnicy, jeśli przypomnę, że województwo łódzkie traci mieszkańców, a przecież potencjał tego regionu jest olbrzymi. Trzeba stawiać zarówno na rozwój gospodarczy, jak i na rolnictwo, dzięki któremu przecież możemy się cieszyć świetnymi produktami żywnościowymi. Ale żeby tak pozostało, rolnicy będą potrzebowali wsparcia. Chcemy, by nasi rolnicy dostawali takie same pieniądze z UE jak ich zachodni odpowiednicy. Musimy myśleć również o wielu innych inwestycjach, o ośrodkach naukowych, o energetyce, o infrastrukturze, ale także o turystyce, która została bardzo zaniedbana. Jesteśmy przecież nie tylko sercem Polski, lecz także Europy.

Co chciałaby Pani przekazać naszym Czytelnikom?

26 maja najważniejszy jest nasz udział w wyborach. W ten piękny dzień, Dzień Matki, idźmy głosować, bo w tych wyborach właśnie frekwencja ma podstawowe znaczenie dla wyniku wyborczego. Głosujmy, dbajmy o to, by wartości, które legły u powstania Unii Europejskiej, czyli wartości chrześcijańskie, były nadal jej fundamentem. 26 maja głosujmy na Prawo i Sprawiedliwość. Ja ze swojej strony proszę o Państwa głos.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie
Dodatek łódzki z dnia 10. maja 2019 r.

Beata Dróżdż w „1 na 1” w TVP3 Łódź

Beata Dróżdż w „1 na 1” w TVP3 Łódź

W rozmowie ,,1 na 1” 8 kwietnia w studiu TVP3 Łódź spotkali się Beata Dróżdż (numer 4 na liście Prawo i Sprawiedliwości) oraz Patryk Marjan (numer 10 na liście Konfederacja KORWiN Braun Liroy Narodowcy), którzy kandydują do Parlamentu Europejskiego z okręgu łódzkiego.

Prowadzący Błażej Torański chciał poznać motywację rozmówców, dlaczego zdecydowali się do wzięcia udziału w majowych wyborach.

– To pytanie pojawia się dość często. Moją motywacją jest dbałość o przyszłość Polski, chęć pracy dla niej  oraz  bronienie interesów. Mam naturę sportowca, który jak staje na starcie, to chce wygrać – tłumaczy radna sejmiku województwa łódzkiego. 

– Tworzy się pewna reakcja społeczna,  jeżeli chodzi o Unię Europejską. Jesteśmy najbardziej unioeutuzjastycznym państwem. Polacy zasługują jednak na uniorealistyczny głos w Parlamencie Europejskim, pokazujący że obecność w Unii nie zawsze jest zgodna z interesem Polski – swoje stanowisko przedstawia Patryk Marjan.

W dalszej części rozmowy poruszono temat potencjalnego polexitu, czyli wyjścia Polski ze struktur unijnych. 

– Chcemy poprawić jakość życia Polaków, co jest możliwe tylko przy godnym reprezentowaniu Polski na forum unijnym. Walczymy o to, żebyśmy byli traktowani na równi w Europie. Wszyscy na liście wyborczej walczymy o to, żeby jak najwięcej obywateli poszło do tych wyborów – mówi przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości. 

O błędach instytucjonalnych w UE wspomniał kandydat Konfederacji.

– Niska frekwencja wynika z tego, że Parlament Europejski jest organem niedemokratycznym, gdyż nie ma inicjatywy ustawodawczej. Z kolei Unia Europejska podażą w złym kierunku, a polski rząd nie ma sposobu, żeby to zmienić. Wyszedł wprawdzie  z inicjatywą kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego na przewodniczącego Rady Europejskiej, lecz przegrał 27 do 1 -przypomina Patryk Marjan. 

W dalszej części programu kandydaci przedstawili własna wizję Unii Europejskiej oraz w jaki sposób powinna zmieniać się ta organizacja. 

-Unia Europejska ma za dużo kompetencji, a suwerenność państw członkowskich jest za mała. Dlatego należy oprzeć jej  funkcjonowanie na Strefie Schengen oraz na Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej. Nie potrzeba tworzyć wielkiego rządu, który kontroluje wszystko ponad głowami Polaków – tłumaczy polityk Konfederacji. 

– Zależy nam na stworzeniu w Parlamencie Europejskim silnego stronnictwa prawicowego, które będzie budowało Europę Ojczyzn, a nie ,,eurokołchoz” – odpowiada Beata Dróżdż.

Źródło: TVP3 Łódź

Niezależna: Żadnych wymówek. Te wybory są zbyt ważne!

Niezależna: Żadnych wymówek. Te wybory są zbyt ważne!

Miesiąc pozostał do niedzieli, gdy Polacy pójdą do urn i wskażą polityków, którzy będą ich reprezentować w Parlamencie Europejskim. A jak ważne są to wybory – obrazują wydarzenia ostatnich tygodni. Walczyć trzeba dosłownie o każdy mandat, jaki można odebrać ugrupowaniom, których członkowie nie wahają się zagłosować wbrew polskim interesom. Dlatego 26 maja kluczowa może okazać się frekwencja.

To jest motto obecnej kampanii wyborczej.

„NIE dla Unii Europejskiej dwóch prędkości i NIE dla Unii Europejskiej dwóch jakości. TAK dla Unii Europejskiej równości, TAK dla Unii Europejskiej, która będzie wracała do swoich korzeni”

stwierdził w sobotę w Poznaniu prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Bo nadal trzeba walczyć – także w Parlamencie Europejskim – o równe traktowanie Polaka i Niemca, Węgra i Francuza… Symboliczny przykład to jakość produktów spożywczych, o których wczoraj wspominał zarówno prezes Kaczyński, jak i premier Mateusz Morawiecki. Nie jest żadną tajemnicą (niestety!), że towary tych samych marek, tych samych producentów, mają inny skład w zależność gdzie są sprzedawane. W której części Europy.

Niedawno w Parlamencie Europejskim przegłosowano dyrektywę w sprawie podwójnej jakości żywności. Została przyjęta, ale imienne wyniki głosowania mogły zdumieć. Przeciwko rękę podnieśli niektórzy politycy Platformy Obywatelskiej, m.in. Jerzy Buzek, Janusz Lewandowski, Julia Pitera, Róża Thun, Bogdan Zdrojewski. Tłumaczenie dlaczego tak się zachowali, to dość osobliwa opowieść. Rzekomo zagłosowali przeciw, bo optowali za ostrzejszymi rozwiązaniami, a wprowadzone przepisy zostały… rozmydlone. Niektórzy z tych europosłów starają się o reelekcję – warto o tym pamiętać.

Niejako przy okazji problem z różnej jakości produktami spożywczymi jednoznacznie obala pokutujący mit, że wybory do europarlamentu są mniej istotne, bo wybrani deputowani zajmują się później kwestiami abstrakcyjnymi dla zwykłego obywatela. Jak widać jest zgoła inaczej – mają oni wpływ nawet na to, co damy dzieciom do jedzenia, czy będzie to zdrowsza żywność… Dlatego należy wziąć udział w wyborach. Frekwencja może bowiem mieć istotne znaczenie dla ostatecznych wyników.

Zwłaszcza, że wystąpienia lidera Koalicji Europejskiej ujawniają plany opozycji. Grzegorz Schetyna właśnie zapowiedział, że jego ugrupowanie chce uczestniczyć w wielkich europejskich projektach, jako przykład wskazał: „dzięki wsparciu Unii zwalczymy smog i zlikwidujemy węgiel jako paliwo do domów i mieszkań w ciągu najbliższej dekady”. Jaki będzie miało to wpływ na tysiące rodzin, który członkowie pracują w górnictwie lub są związani z tą branżą?! Nie tylko na Górnym Śląsku. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć.

Jest coś jeszcze. Lider łódzkiej listy Koalicji Europejskiej Marek Belka w wywiadzie udzielonym dziennikarzowi Onet.pl stwierdził: „Dzisiaj mam wrażenie, że trzeba w polityce kłamać. Po prostu kłamać”. Komentarz do tych słów chyba jest zbędny.

Trzeba iść do wyborów 26 maja!

Źródło: Niezależna

Niezależna: Żadnych wymówek. Te wybory są zbyt ważne!

Niezależna: Nie popieram strajku nauczycieli!

Gdy byłam dzieckiem rodzice wpajali mi szacunek dla nauczycieli. Jako matka tłumaczyłam swoim pociechom, że pana/pani w szkole należy słuchać, bo pomagają poznawać świat i chcą dla nich jak najlepiej. Niestety, wydarzenia ostatnich dni mocno nadwyrężyły wiarę w wydawałoby się fundamentalną zasadę. I nie chodzi o sam strajk, ale zachowanie części pedagogów w jego trakcie.

Po zapowiedzi, że nauczyciele zamierzają strajkować, bo są kiepsko opłacani, starałam się ich zrozumieć. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że pensje w oświacie (tej publicznej) nie należą do wygórowanych. Nieco jednak naiwnie liczyłam, iż protest nie będzie miał politycznego podtekstu, ale przede wszystkim nie ucierpią dzieci.

Nadzieje prysły już po deklaracji Sławomira Broniarza, szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego, który na antenie Radia Zet ogłosił, iż klasyfikowanie i promowanie uczniów to „potężny oręż, chcielibyśmy żeby rząd miał tego świadomość”. Wtedy pozbyłam się wątpliwości co do charakteru strajku. A przecież później doszły jeszcze groźby paraliżu egzaminów gimnazjalnych (to się nie udało) oraz matur (to dopiero przed nami).

Strajk ruszył 8 kwietnia i trwał cały miniony tydzień. Zachowanie związkowców z ZNP i FZZ podczas negocjacji z rządem można skwitować krótko „polityczne gierki”, ale najbardziej smutne okazały się wiadomości docierające z różnych zakątków Polski. W Świnoujściu protest zawieszono, bo wcześniej wykupiona została wycieczka do SPA. W niektórych miastach nauczyciele niby strajkowali, ale równocześnie pracowali w prywatnych szkołach. W Gorzowie Wlkp. działacze KOD hałasowali podczas egzaminów przeszkadzając uczniom, a nauczyciele wyszli… podziękować za wsparcie. Kuriozalny jest przypadek z mojego terenu, czyli Łodzi. Tutaj działa szkoła, której organem prowadzącym jest ZNP (organizator strajku!) i funkcjonowała normalnie. Powód – rodzice uczniów płacą wysokie czesne.

Szokuje zwłaszcza w jaki sposób potraktowani przez „kolegów” zostali nauczyciele, którzy nie przyłączyli się do protestu. W wielu miejscach rozwieszano ulotki, w których nazywano ich łamistrajkami, w Gnieźnie pojawiły się nawet klepsydry, twitter pełen jest zdjęć, na których widać kordon strajkujących nauczycieli stojących po obu stronach szkolnego korytarza, a środkiem miały przechodzić osoby, które zgodziły się pomóc przeprowadzić egzaminy. Jedną z takich fotografii opublikowała „Gazeta Wyborcza” – jeśli chcieli w ten sposób zyskać poparcie dla strajkujących, to zapewne odnieśli odwrotny skutek.

Dlatego nie popieram strajku! Nie zmienią tej opinii happeningi celebrytów w stylu Mai Ostaszewskiej, którzy – jako dyżurni krytycy rządu – przy byle okazji robią groteskowe selfie. Akcesoria i naburmuszona mina zawsze są identyczne – różnią się tylko hasła wypisane flamastrem na kartce.

Podobnie chyba myśli większość Polaków, bo z sondażu Instytutu Pollster dla „Gazety Polskiej” wynika, iż nauczyciele powinni więcej pracować przy tablicy. Wtedy też więcej by zarabiali…

Źródło: Niezależna

Niezależna: Żadnych wymówek. Te wybory są zbyt ważne!

Niezależna: Nawet w Koalicji Europejskiej piszą o sobie „przeszłość Polski”

Od ekonomistów można byłoby oczekiwać poważnych analiz. Nawet jeśli są mocno zaangażowani po konkretnej stronie politycznego sporu. Tymczasem profesor Marek Belka, czyli były prezes Narodowego Banku Polskiego, a obecnie „jedynka” na liście Koalicji Europejskiej w okręgu 6 (Łódzkie), podczas sobotniej konwencji KE mocno rozczarował. Posiłkował się banalnymi opowieściami o jedności w spółce kierowanej przez Platformę Obywatelską (należy do niej SLD reprezentowane m.in. przez Belkę).

Przekonywał także, iż powstanie Koalicji Europejskiej stało się „niemiłą niespodzianką dla Prawa i Sprawiedliwości”. To było nawet zabawne stwierdzenie, bo zaledwie kilka godzin przed wystąpieniem Belki, portal Onet.pl opublikował multisondaż, w którym uwzględniono badania z minionego miesiąca, a wyniki nie pozostawiały wątpliwości: PiS wygrywa, KE kilka punktów procentowych w tyle. I dla tych drugich słabym pocieszeniem jest miejsce na podium. No chyba że wystarczy im utarcie nosa Robertowi Biedroniowi.

Po sobotniej konwencji wyniki mogą być jeszcze gorsze, bo powtórzył się scenariusz znany z wcześniejszych imprez, a przed którym od dawna opozycję ostrzegają politolodzy. Zdarta już mocno jest płyta z narzekaniem o PiS. Ale gdy własnych pomysłów brak…

Hitem było wystąpienie Katarzyny Lubnauer z Nowoczesnej (ugrupowania z poparciem na poziomie politycznego planktonu), która ukuła zwrot „pisologia”. Wśród najczęściej jednak cytowanych było bodajże opowieści Włodzimierza Czarzastego, czyli partyjnego szefa prof. Belki.

Lider SLD przekonywał, że nie są istotne różnice programowe, bo ważny jest… uśmiech.
Jeśli po lewej stronie zapomnieli, to jest też powiedzonko „śmiech przez łzy” – może Belce i kolegom z SLD, którego wyborcy już dawno temu wyrzucili z Sejmu, przyda się na następny zjazd.

PS. W zapowiedziach konwencji Koalicji Europejskiej niektórzy politycy i sympatycy opozycji posługiwali się hasztagiem „przeszłość Polski”. Wymowna wpadka.

Źródło: Niezależna

Eurowybory 2019 szansą dla rozwoju polskiej wsi

Eurowybory 2019 szansą dla rozwoju polskiej wsi

Posłem się bywa – rolnikiem się jest. To mój zawód, moje powołanie, moja scheda z dziada pradziada, wreszcie moja pasja.  Nigdy mentalnie ze wsi nie wyjechałem. Zabrałem ją ze sobą na Wiejską. Od 12 lata zasiadam w Komisji Rolnictwa. Jako jej wiceprzewodniczący dbam o kwestie agrarne. Mnie rolnikowi „z krwi i kości” – nie mieści się w głowie, że można sprawy polityczne przekładać nad interes rolników.

Rolnicy! Głosujcie na PiS – partię polskiej wsi. Nie na tę udawaną – zielono-tęczową, tylko na tę prawdziwą – biało-czerwoną.

Chciałbym zauważyć, że to PiS jest dzisiaj kontynuatorem polskiego ruchu ludowego. To PiS idzie drogą Wincentego Witosa, który nigdy nie rozstawał się z różańcem i nawet z perspektywy czasu nie można zarzucić mu jakiegokolwiek niemoralnego działania. Choć 3 razy był premierem, pozostał gospodarzem na swojej ziemi. Gdy bolszewicy stanęli pod Warszawą, do Wierzchosławic przyjechał adiutant J. Piłsudskiego, by prosić go o przyjazd do stolicy i stanięcie na czele „Rządu Obrony Narodowej”. Zastał go w polu. Potrafił pędzić na złamanie karku z Warszawy, żeby obrobić pole. W swoich pamiętnikach wspominał: „Nie mogłem sobie tylko nigdy podarować, ażeby własnoręcznie nie zaorać gruntu, do ostatniej skiby, nawet wtenczas, gdy byłem prezydentem ministrów”.

Nie chodziło mu o karierę, o władzę, ani o bogactwo. Chodziło mu o Polskę – silną i sprawiedliwą.

To PiS kontynuuje politykę Wincentego Witosa i Stanisława Mikołajczyka, broniąc polskiej ziemi i polskich lasów, pilnując narodowego interesu. Pragnę przypomnieć, że rząd jako jedną z pierwszych wprowadził ustawę – wstrzymującą sprzedaż państwowej ziemi. Tym samym nie grozi jej wykupienie przez obcokrajowców.

W centrum programu PiS stoi polska wieś oparta na tradycji, a jednocześnie idąca w kierunku dobrze rozumianej nowoczesności. Wieś, która nie będzie w niczym ustępowała miastu. To właśnie dzięki wartościom pielęgnowanym na wsi takim jak rodzina, ojczyzna, wiara i tradycja – Polska będzie silnym, ważnym państwem na mapie Europy i świata.

PiS nie dzieli Polaków ze względu na miejsce zamieszkania. Polska wieś i polskie miasto musi żyć na tym samym poziomie. Różnice, które już się zmniejszyły, ale które wciąż istnieją, muszą zostać ostatecznie zredukowane.

Eurowybory 2019 szansą dla rozwoju polskiej wsi

Dlaczego? Bo polscy rolnicy są w UE dyskryminowani

Aż w 18 krajach UE dopłaty są wyższe niż w Polsce. Średnia unijna dopłata w bieżącym roku wynosi 240 euro na hektar, polski rolnik otrzyma średnio 207 euro na hektar, czyli 16% poniżej średniej, w 2020 r. natomiast 212 euro/ha, czyli 12% poniżej średniej unijnej. Dla porównania niemiecki rolnik dostanie 308 euro/ha. 

Dopłaty to pierwszy filar WPR (Wspólna Polityka Rolna), a drugi to PROW (Program Rozwoju Obszarów Wiejskich). Jeżeli zliczymy kwoty otrzymane na rolnictwo z obu tych filarów – Polska zajmuje 5 miejsce w Unii po Francji, Niemczech, Hiszpanii i Włoszech. Łącznie na dopłaty otrzymaliśmy 27,45 mld euro, czyli o blisko 10 mld mniej niż Niemcy. Przy tym Polska otrzymała więcej funduszy na PROW, a Niemcy na dopłaty bezpośrednie, co jest logiczne, ponieważ PROW ma służyć głównie rozwojowi obszarów wiejskich, a Niemcy pod tym względem wyprzedzają Polskę, więc stawiają na dopłaty. Problem polega też na tym, że Niemcy swoją pulę na WPR dzielą na 299 tys. gospodarstw i 16,7 mln ha, my natomiast na 1,4 mln gospodarstw i 14,4 mln ha. Przy czym całkowita wartość towarowej produkcji rolniczej u naszych sąsiadów wynosi 53,13 mld euro, a w Polsce – 22,53 mld euro. 

Reasumując, dopłaty są wyższe w krajach Zachodu, niż w państwach Europy Środkowo-Wschodniej, a przecież koszty produkcji pozostają takie same. Przy podziale nowych funduszy unijnych musimy zlikwidować tę dyskryminację. Żadne argumenty nie przemawiają za tym, żeby utrzymywać tak duże różnice finansowe i tak jak to robili nasi poprzednicy z koalicji PO – PSL w kółko powtarzać, że następna siedmiolatka to będzie kolejny krok na drodze do wyrównania dotacji.

W 2013 r. partie PO i PSL miały okazję wywalczenia wyższych funduszy przy dużo większym budżecie rolnym. Niestety potulnie zgodziły się na niższe dopłaty, dyskryminujące polskiego rolnika. W związku z tym – priorytetem europosłów PiS będzie zwiększenie udziału Polski w rozdzielanej co 7 lat puli środków.

Eurowybory 2019 szansą dla rozwoju polskiej wsi

Dlaczego? Bo konieczna jest ostra walka o duży udział Polski w budżecie rolnym UE.

Chciałbym podkreślić, że obecnie przewidywany jest dużo mniejszy budżet rolny. Zapewniam, że europarlamentarzyści PiS będą twardymi negocjatorami w sprawie zwiększenie wydatków na rolnictwo.

Wiele państw unijnych podziela zdanie Polski, że z małym budżetem nie da się zrealizować oczekiwań stawianych wsi i rolnictwu przez społeczeństwo. Rząd PiS stoi na stanowisku, że poszczególne kraje UE powinny zwiększyć składkę członkowską. Niestety główni płatnicy, tacy jak Francja czy Niemcy, nie są zainteresowani zwiększaniem składek i dopłacaniem do rolnictwa w naszej części Europy.

Europosłowie PiS po wyborach do PE podejmą walkę o duży budżet rolny w nowej już komisji rolnictwa Europarlamentu oraz o korzystne dla polskich rolników rozwiązania ujęte w nowej perspektywie finansowej UE.

Eurowybory 2019 szansą dla rozwoju polskiej wsi

Dlaczego? Bo PiS zawalczy ze szczególną niesprawiedliwością przy podziale unijnych środków dla rolników.

80 proc. dotacji przypada ogromnym gospodarstwom rolnym, a tylko 20 proc. mniejszym i średnim. PiS stoi na stanowisku, że mniejsze i średnie gospodarstwa, które prowadzą uprawę i hodowlę tradycyjnymi metodami, hołdującymi ekologii i dającymi tak obecnie pożądaną – zdrową żywność muszą mieć zdecydowanie większy udział w tych środkach. Obecnie często jest tak, że dopłaty biorą tzw. „rolnicy z Marszałkowskiej”, którzy nawet nie wiedzą, gdzie mają swoje areały. Dlatego europosłowie PiS będą zabiegali, żeby to małe i średnie gospodarstwa rolne otrzymały najwięcej środków z UE.

Konieczność tej zmiany wynika wprost z artykułu 23 konstytucji, który wyraźnie mówi, że ustrój rolny w Polsce ma być oparty na gospodarstwach rodzinnych.

Eurowybory 2019 szansą dla rozwoju polskiej wsi

Dlaczego? Bo rząd PiS wesprze gospodarstwa rolne, które stosują samodzielnie produkowaną paszę i zapewniają zwierzętom dobrostan. 

Zamierzamy przeznaczyć minimum 100 złotych od jednego tucznika i 500 zł od jednej krowy, dla tuczników utrzymywanych na słomie oraz każdej sztuki bydła wypasanego na pastwiskach. Ta kwota może być jeszcze wyższa.

Zapewniam, że determinacja rządu jest w tej sprawie naprawdę duża. W Niektórych krajach UE od dawna dopłaca się do świń utrzymywanych na ściółce, a w innych krajach istnieją dopłaty do bydła, które jest na wolnym wypasie. Jest to wprost wsparcie dla małych i średnich gospodarstw, bo to w takich gospodarstwach prowadzi się hodowle na ściółce i wyprowadza się krowy na wypas. 

Fundusze zamierzamy pozyskać z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Możliwości wprowadzenia zmian w PROW-ie są kilka razy do roku. Najbliższy komitet w Brukseli będzie obradował czerwcu. Dlatego tak ważne jest, by europosłowie z PiS mieli decydujący głos.

Eurowybory 2019 szansą dla rozwoju polskiej wsi

Dlaczego? Bo PiS wesprze lokalnych producentów żywności.

Polskie rolnictwo to zupełnie wyjątkowy w Europie potencjał tkwiący w mniejszych i średnich gospodarstw, mogących produkować zdrową żywność – w sposób naturalny, której dzisiejsza Polska i Europa potrzebują.

Dzięki przeforsowanej przez PiS ustawie małe gospodarstwa otrzymały możliwość unikalnego w skali Europy sposobu sprzedaży bezpośredniej, która umożliwia zbycie produktów żywnościowych wytworzonych przez rolników i nieopodatkowany obrót nimi do kwoty 20 tys. zł. A przypomnieć, chce, że koalicja PO-PSL twierdziła, że UE nie pozwala na wprowadzenie takich rozwiązań i walczyła z handlem indywidualnych rolników. Zdarzało się nawet, że karała ich za taką działalność.

Sytuacja na rynku jest trudna. Nasi poprzednicy wyprzedawali majątek narodowy.  PSL sprzedał całe przetwórstwo. Rolnik został zdegradowany li tylko do roli dostawcy produktów, a koncerny i supermarkety decydują o cenach. PiS postawił sobie zadanie – skrócenia drogi „od pola do stołu”. Dążymy do tego, aby polski gospodarz mógł na swoich produktach zarobić najwięcej. Ziemniak wyprodukowany przez rolnika niedawno kosztował od 20 do 40 gr., a w hipermarkecie ponad  2 zł.  Dziesięciokrotnie więcej zarabial pośrednik, czyli ten, który musi zająć się tylko przewiezieniem towaru i wystawieniem faktury. W całym tym łańcuchu żywnościowym rolnik jest najsłabszym ogniwem. Dzieje się tak, gdyż rolnicy są rozdrobnieni, nie zrzeszeni w spółdzielniach czy grupach producenckich, które mogłyby konkurować z wielkimi koncernami.

Z ciekawymi rozwiązaniami tej kwestii spotkałem się w czasie moich wizyt na Litwie. Litwa, wynegocjowała w  pakiecie akcesyjnym do UE warunek, że przez 5 lat żadne zagraniczne sieci handlowe nie mogą wejść na jej rynek. Jednocześnie powołała 3 silne organizacje narodowe. Gdy okres karencji się skończył rynek litewski był opanowany przez narodowych przedsiębiorców. Niestety w Polsce takie prawo nie zostało zastosowane.

1 marca zakończył się nabór wniosków od podmiotów planujących podjęcie wykonywania działalności gospodarczej w zakresie przetwórstwa. Rząd PiS podniósł wysokość pomocy z 300 tys. zł. do 500 tys. zł.

We wrześniu wchodzi w życie ustawa o znakowaniu żywności. Wszystkie produkty krajowe będą oznakowane biało-czerwoną flagą, co ułatwi wybór konsumentowi. Równocześnie przeprowadzona zostanie wielka kampania informacyjna „Kupuj świadomie”, której celem będzie zachęcanie klientów do wybierania jakościowo lepszych – rodzimych artykułów.  

Jeszcze w tym roku wprowadzimy duże ułatwienia dla małych rolniczych ubojni dla zwierząt, takie jakie istnieją w wielu krajach europejskich.

Przypomnieć muszę – co robiła Koalicja Europejska, gdy media ujawniły, że do obrotu może trafiać mięso z chorych lub padłych krów. Z premedytacją działała na szkodę polskiej wsi, celowo podnosząc poziom histerii. A de facto – okazało się, że dotyczyło to tylko jednej ubojni w kraju. Wszystkie ubojnie zostały przebadane. Mięso było zdrowe i sytuacja została opanowana. Dzięki podjętym wysiłkom udało się także odwrócić kryzysową sytuacji na rynku wołowiny. Ostatnio Czechy zrezygnowały z restrykcji wobec polskiej wołowiny, polegających na konieczności przeprowadzania badań laboratoryjnych. Eksport polskiej żywności wciąż rośnie.

Eurowybory 2019 szansą dla rozwoju polskiej wsi

Dlaczego? Bo PiS chce, żeby „młode pokolenie przejmowało stery” w gospodarstwach rolnych.

Oferujemy bardzo konkretną pomoc. Gdy młody rolnik do 40. roku życia przejmuje gospodarstwo, dostanie od państwa 150 tys. bezzwrotnej pomocy, z czego 70 proc. na maszyny i na obiekty budowlane. To zachęta dla młodych, by nie wyjeżdżali ze wsi, zostawali na roli i angażowali się w pracę.

To nie jest program czczych obietnic!

Jeśli pan premier M. Morawiecki mówi o kwocie 500 tys. zł dla drobnych przetwórców, to jest to zobowiązanie, które zostanie dotrzymane. Jeśli mówi o 150 tys. zł dla młodych rolników –  to również zostanie zrealizowane.

Podobnie, gdy prezes Jarosław Kaczyński mówi o zwiększeniu dopłat do polskiego rolnictwa.

Po to właśnie PiS już tworzy koalicje z analogicznymi ugrupowaniami w całej Europie, by korzystne dla polskiej wsi prawo – przeforsować.  Dzięki eurodeputowanym PiS Polska staje się jednym z głównych rozgrywających w sprawach wspólnej polityki rolnej UE i jak mówi minister J. K. Ardanowski „wreszcie przestała być tym głupim Jasiem do bicia, któremu kazano siedzieć w kącie i milczeć”.

Opozycja gardzi polską wsią…

Po konwencji PiS w Kadzidle, poświęconej rolnictwu opozycja nie po raz pierwszy pokazała swoją pogardę dla wsi, kpiąc z konkretnych propozycji, mających na celu polepszenie jakości życia polskiego rolnika.

PSL wspólnie z PO podniosły  wiek emerytalny, zwalczały handel detaliczny, zgodziły się na obniżenie budżetu w drugim filarze Wspólnej Polityki rolnej UE i nierówne dopłaty. Dziś domagają się likwidacji KRUS. Przez okres III RP to PSL odpowiadało w większości rządów za rolnictwo – wyprzedając majątek narodowy chłodnie i przetwórnie.

PiS docenia potencjał tkwiący w polskiej wsi. Przecież jak mówi premier M. Morawiecki: „Polskie rolnictwo to największa polska fabryka i największa szansa”.

Obiecujemy – dotrzymujemy!

Rząd PiS: przywrócił wiek emerytalny rolników, zagwarantował, że ziemia trafia w ręce polskich rolników, zorganizował i wypłacił rekordowe odszkodowania suszowe (2,2 mld zł.), zapanował nad ASF i zaoferował hodowcom świń realną pomoc. Będziemy dopłacać niemal 1,2 mld zł. do paliwa rolniczego, a także zwiększymy możliwość sprzedaży detalicznej płodów rolnych na lokalnych rynkach.

To PiS zadbał o „Koła Gospodyń Wiejskich” – przeznaczając na każde z nich – 5 tys. zł. Dzięki nadaniu osobowości prawnej zyskały: samodzielność, możliwość finansowania, gromadzenia majątku i prowadzenia działalności gospodarczej, a ich dochody zostały zwolnione z podatku. KGW mogą ubiegać się o środki finansowe w ramach konkursów i dotacji. Mają wsparcie specjalnego pełnomocnika w biurach powiatowych ARiMR oraz Pełnomocnika Rządu. W wyniku tych działań w ciągu zaledwie kilku miesięcy powstało ok. 5 tys. nowych „Kół Gospodyń Wiejskich”

Na koniec dodać chcę, że głównymi beneficjentami programów PiS są w dużej mierze rolnicy. Tak jest w przypadku 500 +, aż 60% z tego programu trafia do rodzin mieszkających na wsi. Przywracamy tam placówki pocztowe, posterunki policji, połączenia autobusowe i kolejowe. Kwoty przeznaczone na OSP zwiększyliśmy o 30%. Do 6 mld podnieśliśmy fundusz na drogi samorządowe. 630 mln zł. przeznaczyliśmy na dopłaty do ubezpieczeń rolniczych. Ubezpieczonych zostanie co najmniej 5 mln hektarów użytków rolnych i ponad 20 mln szt. zwierząt.

Nie da się na kilku szpaltach zmieścić całego „Planu dla wsi”, który na początku swoich rządów przedstawił premier M. Morawiecki, a który jest konsekwentnie realizowany, modyfikowany i ulepszany. To zaledwie niewielki wycinek propozycji dla polskiego rolnictwa, gdyż jak mówi premier M. Morawiecki – PiS : „Nie będzie silnej polskiej gospodarki bez silnego, polskiego rolnictwa”

Chcę dzisiaj zwrócić się z gorącym apelem i prosić rolników z województwa łódzkiego:

Rolnicy! Głosujcie na PiS – partię polskiej wsi. Nie na tę udawaną – zielono – tęczową,  tylko na tę prawdziwą – biało – czerwoną!

Robert Telus

  • rolnik
  • Poseł na Sejm RP
  • wiceprzewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi
  • Przewodniczący NSZZ Solidarności Rolników Indywidualnych